Dym z Borneo niesie ślad węgla gromadzonego przez tysiące lat
Torfowiska na Borneo mogą tlić się pod ziemią po osuszeniu i suszy. Badania radiowęglowe dymu z pożarów w Indonezji wykazały, że palił się torf zawierający węgiel nagromadzony przez tysiące lat, a wiatr może przenosić dym poza granice Indonezji.
Pod lasem leży paliwo tworzone przez tysiące lat
Torf nie jest zwykłą glebą. To nagromadzona materia organiczna, która nie rozłożyła się całkowicie w mokrym środowisku. Pod lasami bagiennymi wyspowej części Azji Południowo-Wschodniej takie warstwy powstawały przez tysiące lat, magazynując węgiel pobrany wcześniej z atmosfery przez rośliny.
Problem zaczyna się, gdy spada poziom wód gruntowych. Badania opisane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” wskazują, że osuszenie wysusza powierzchniowe warstwy tropikalnego torfu i czyni je podatnymi na zapłon. Płomień widoczny nad ziemią nie musi więc wyznaczać całego obszaru spalania.
Co wykryto w dymie
W badaniu pożarów w Indonezji z 2015 roku naukowcy mierzyli radiowęgiel w dymie. Ta metoda pozwala odróżniać węgiel pochodzący ze współczesnej biomasy od węgla zgromadzonego znacznie wcześniej. Wynik potwierdził, że palił się torf zawierający węgiel mający tysiące lat.
Nie znaczy to, że dym składa się z „mikrocząstek starego węgla”. Badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” wykazało, że wiek dotyczył węgla wykrytego w emitowanym dwutlenku węgla, co potwierdziło spalanie torfu zawierającego węgiel nagromadzony przez tysiące lat. Pomiary terenowe wykonane później na Sumatrze i Borneo wykazały zarazem, że pożary torfowisk emitują między innymi dwutlenek węgla, tlenek węgla i metan.
Dlaczego takie pożary trudno uchwycić z góry
Torf może palić się przez tlenie: jest to powolne spalanie bez dominujących płomieni. W jego przypadku ogień może rozwijać się pod powierzchnią, co utrudnia zarówno szybkie wykrycie pożaru, jak i oszacowanie pełnej skali emisji na podstawie obserwacji satelitarnych.
To ograniczenie ma praktyczne znaczenie. Obserwacje powierzchniowe nie pokazują całego podziemnego tlenia, dlatego nie wystarczają do oceny pełnej skali pożaru i emisji. Potrzebne jest łączenie kilku rodzajów danych, a nie tylko obserwacji płomieni.
Dym nie zatrzymuje się na granicy
Regionalna mgła dymna, określana po angielsku jako haze, jest mieszaniną gazów i cząstek z pożarów przenoszoną przez wiatr. Analiza jakości powietrza i trajektorii mas powietrza dla epizodu z 2015 roku wskazała, że dym związany z pożarami i spalaniem torfu w indonezyjskiej części Borneo pogarszał jakość powietrza w malezyjskiej części wyspy oraz na południu Półwyspu Malajskiego.
Wyniki analizy z 2015 roku dotyczą wyłącznie tamtego epizodu. Associated Press podała 5 września 2026 roku, że dym z pożarów lasów i torfowisk w Indonezji dotarł do Malezji, Brunei i Singapuru. Relacja potwierdza bieżący regionalny problem, lecz nie przesądza o źródłach emisji w konkretnych miastach ani o skali obecnego epizodu. Do tego potrzebne są aktualne pomiary pyłu PM2.5, dane o palącej się powierzchni i analizy transportu atmosferycznego.
Badania nie pozwalają automatycznie porównać obecnej sytuacji z 2015 rokiem. Pokazują jednak mechanizm, którego nie widać w samym słowie „pożar”: po osuszeniu dawne, mokre zasoby węgla mogą palić się powoli pod ziemią, a skutki tego procesu odczuwa region znacznie szerszy niż miejsce ognia.
Źródła
- Proceedings of the National Academy of Sciences — Smoke radiocarbon measurements from Indonesian fires provide evidence for burning of millennia-aged peat
- Atmospheric Chemistry and Physics — Tropical peat fire emissions: 2019 field measurements in Sumatra and Borneo
- Science of the Total Environment — El Niño driven haze over the Southern Malaysian Peninsula and Borneo
- Scientific Reports — Carbon dioxide emissions through land use change, fire, and oxidative peat decomposition in Borneo
- Associated Press — Malaysia declares emergency in Sarawak town as haze reaches critical level
- BBC Science & Environment — The volunteers risking their lives to defuse Indonesia's wildfire 'carbon bombs'